Miasto zamówiło na hackathonie pomysł na to, jak zwiększyć zaangażowanie mieszkańców w swojej aplikacji. Nie postawiło przy tym żadnych ram ochrony danych. Zwycięski projekt nagradza punktami przejazdy, zakupy i obecność w konkretnych miejscach, a codzienne zadania układa pod użytkownika model AI. Mieszkaniec płaciłby prywatnością za miejskie zniżki. Rozmawiam z człowiekiem, który ten moduł zaprojektował.
Spis treści
26 sierpnia 2026 roku, w połowie drugiego tygodnia procesu w Oakland, Meta zawarła ugodę ze stanami, które oskarżały ją o świadome projektowanie Facebooka i Instagrama tak, by uzależniać dzieci. Nie znam osoby, której by to nie interesowało. Zuckerberg miał zeznawać, ale nie zdążył. Do 17,1 miliarda dolarów, rozłożone na dziesięć lat, roszczenia 47 stanów zamknięte hurtem. Sprawa toczyła się od 2023 roku, zeznawał w niej między innymi sygnalista Arturo Béjar. Pisał o niej Jędrzej Winiecki w tekście Lajki za fajki w „Polityce".
Pieniądze są tu najmniej ciekawe. Przy około 60 miliardach dolarów rocznego zysku netto rata wynosi mniej niż trzy procent i jest kosztem prowadzenia działalności. Tak jak w przypadku Omenah i Brzoski wszelkie koszty są akceptowalne przy miliardowych zyskach. Tutaj natomiast ciekawe jest to, co Meta musiała obiecać poza pieniędzmi, aby uniknąć publicznego przeglądania toksycznego systemu: twarde limity czasu w aplikacji, wyłączenie powiadomień w godzinach szkolnych, blokadę w nocy, koniec filtrów upiększających. Same mechaniki zaangażowania. Nie reklamy, nie dane, nie treści. Sposób, w jaki produkt przytrzymuje użytkownika przy sobie, stał się przedmiotem ugody wartej miliardy.
Piszę o tym, bo wydaje mi się, że tę samą mechanikę widzę teraz pod herbem Łodzi.
Gdzie jesteśmy w sprawie agresywnego przetwarzania danych mieszkańców w serwisach miejskich?
Przypomnijmy gdzie jesteśmy po ponad roku, dla porządku, bo to kolejny tekst w tej serii układający się w całość. Zrobiłem audyt miejskich serwisów i złożyłem zawiadomienie do UODO, które leży tam od 6 listopada 2025 roku. Większość zbadanych domen wysyłała dane do Google i innych podmiotów bez zgody użytkownika. 30 czerwca 2026 roku wiceprezydent Tomasz Piotrowski, odpowiadając na interpelację radnych, przyznał sporny parametr i nie wykluczył opisanej przeze mnie sytuacji. 12 sierpnia 2026 roku Zastępca RPO Stanisław Trociuk skierował do Prezydent Łodzi sześć pytań, w tym o umowę partnerstwa publiczno-prywatnego, w ramach której miasto dało prywatnemu podmiotowi koncesję na zbudowanie aplikacji, tworząc przy okazji mechanizm monetyzacji danych mieszkańców, oraz o to, czy miasto w ogóle zgłosiło naruszenie w trybie art. 33 RODO.
Miasto tymczasem wymieniło bannery cookies, polityki, które wisiały latami udając funkcje, ale najważniejsze jest co innego. Piotrowski przyznaje problem, zapowiada zmiany i informuje, że zewnętrzny audyt jest „rozważany". To piękne pudrowanie trupa, w którym zamieniono przyczynę ze skutkiem. Według mojej wiedzy najpierw robi się audyt, stwierdza nieprawidłowości wskazuje kierunki naprawy, a dopiero potem poprawia. Tutaj wiceprezydent najpierw przyznaje, że problem istnieje, zapowiada naprawę, a badanie zostawia na koniec jako opcję. Na jakiej więc podstawie miasto podjęło decyzję o poprawkach, skoro nie na podstawie audytu? Albo ktoś w urzędzie zrobił cichy audyt i się przestraszył, bo doskonale wiedział, co jest nie tak, zanim cokolwiek formalnie zbadano, albo poprawki są ślepe i miasto samo nie wie, co naprawia. Trzeciej możliwości niestety nie widzę.
Przypomnijmy przy okazji, czym była poprzednia wersja bannera rejestrującego zgody na przetwarzanie danych funkcjonująca w obrębie serwisów miejskich. W BIP mieliśmy atrapę wyrażania zgód, która nic nie robiła. Nie było wycofania zgody, żadne zgody nie były przetwarzane ani rejestrowane czego wymaga RODO, więc równie dobrze można było wyświetlić gołą babę do kliknięcia i efekt prawny byłby identyczny. Może nawet zabawniejszy. Tę atrapę właśnie postanowiono przypudrować nowymi rozwiązaniami.
Opisałem też, czym naprawdę jest „Łódź.pl": marką, pod którą siedzi portal, aplikacja mobilna, program Karta Łodzianina i doklejone do niej moduły, czyli newsy, bilety, obsługa mieszkańca i odpady. Prosta karta zniżkowa po cichu przepoczwarzyła się w superaplikację oraz portal informacyjny, czyli lokalny monopol z finansowaniem z budżetu miasta, który jest nazywany w prasie gazetką władzy i krytykowany m.in. przez Rzecznika Praw Obywatelskich. Jego zadaniem jest agregować ruch. Czy jest wykorzystywana ta wiedza do mikrotargetowania wyborczego? Nie wiem. Milion niepowtarzalnych wejść, trzysta pięćdziesiąt tysięcy uczestników programu, baza 174 tysięcy adresów mailowych i 170 tysięcy numerów telefonów. Szczegółowe informacje o wykształceniu, ale też wiedza o tym, kto nie wchodzi w serwisy miejskie i lodz.pl - można negatywnie wyselekcjonować np. osoby niechętne obecnej władzy. Dlatego w mojej opinii audyt raczej jest potrzebny i pełna jawność co tam się działo. Na razie widać raczej paniczne sprzątanie.
Co z nadmiarem danych zrobiłby każdy marketingowiec?
Dzięki wejściu w ekosystem głębiej i śledzeniu na bieżąco wszystkich działań UMŁ uświadamiam sobie, powoli, po co lokalnej władzy własna gazetka, silos agregujący ruch na różne zapytania oraz uwagę internautów. Z czasem zacząłem sobie jednak zadawać inne pytania, już nie jako osoba pisząca o miejskich problemach, tylko jako marketingowiec: co ja bym zrobił z takim nadmiarem danych. Taka ilość informacji kusi, i to bardzo. To są złote dane marketingowe, bo nie pochodzą od anonimowego cookie, tylko od zalogowanego i zweryfikowanego mieszkańca, o którym wiadomo, gdzie mieszka, z czego korzysta i do jakich ulg ma prawo wraz oczywiście z całą historią jego działalności w internecie. Odpowiedź przyszła praktycznie sama i jest chyba konsekwencją rozwoju tego zaprojektowanego silosu w który wypycha się mieszkańców. Model TEMU jest tu naturalną konsekwencją.
Opisałem ten model w analizie AI-driven marketingu TEMU i SHEIN. W skrócie: algorytmy rekomendacyjne nie działają na małych zbiorach danych, więc najpierw trzeba zebrać ich całą masę, a miasto zrobiło sobie silos, w którym trzyma mieszkańców i najprawdopodobniej może szukać sposobów na zbieranie danych na jeszcze większą skalę - oczywiście w celu “poprawy obsługi” czy jeśli wolimy to opakować inaczej “zadowolenia”, albo jak widać było po wielu pismach pytających o ten problem “miasto nie jest stroną”… Najtańszym sposobem na dokręcenie tego jest zamiana korzystania z aplikacji w grę, wytresowanie użytkownika nagrodami. Punkty, seria, ranking, timer, koło fortuny. Komisja Europejska nazwała to u TEMU wymuszoną grywalizacją i postawiła platformie zarzuty w listopadzie 2024 roku. Kto chce szczegółów tej mechaniki, odsyłam do tamtego tekstu, bo na dzisiaj potrzebna nam jest tylko jedna rzecz: żeby rozpoznać schemat. Osobiście widzę ten model pod herbem miasta, jako brand o którym piszę. Czy tak będzie, to się przekonamy i obym się mylił.
Hackathon. W stronę modelu TEMU?
3 i 4 grudnia 2025 roku w Zatoce Sportu Politechniki Łódzkiej odbyła się pierwsza edycja hackathonu #lodz_hack. Organizator: Fundacja FinTech Central Poland, czyli środowisko, które, jak samo pisze o sobie na swojej stronie, zawiązało się w październiku 2021 roku z inicjatywy Urzędu Miasta Łodzi. Partnerstwo strategiczne: Miasto Łódź oraz MakoLab. Prawie 50 uczestników, 11 zespołów, 24 godziny.
Temat edycji był jeden: rozwój i ulepszenie aplikacji Karta Łodzianina. W zapowiedziach na kartalodzianina.pl i w kalendarzu uml.lodz.pl zadanie sformułowano wprost. Uczestnik ma zaprojektować i zaimplementować nowe funkcjonalności, dzięki którym miejskie narzędzie stanie się „bardziej przyjazne, nowoczesne i użyteczne", a społeczność lokalna bardziej zaangażowana.
Wygrał zespół GitPushers z projektem „Moje Osiedle": moduł grywalizacji, punkty powiązane ze zniżkami, ranking użytkowników, odbiór nagród. Wyróżnienie Łódzkiego Klastra ICT dostał zespół „Nazwa Robocza", za przewodnik dla studentów z asystentem AI. Podsumowanie na portalu Młodzi w Łodzi kończy się zdaniem, że organizatorzy liczą, iż najlepsze rozwiązania wkrótce rozszerzą portfolio możliwości Karty Łodzianina.
Przeczytajmy teraz to zadanie konkursowe jeszcze raz, ok? Miasto, za pośrednictwem fundacji, którą samo powołało do życia, rzuciło kilkudziesięciu programistom wyzwanie stworzenia mechanizmu zwiększającego zaangażowanie w aplikacji, w której zalogowany mieszkaniec jest zidentyfikowany z imienia, nazwiska i uprawnień. Ani w zapowiedzi na kartalodzianina.pl, ani w kalendarzu wydarzeń uml.lodz.pl nie ma słowa o minimalizacji danych, ocenie skutków czy podstawie prawnej profilowania. O regulamin konkursu i pełną treść zadania pytam Urząd Miasta Łodzi i Fundację FinTech Central Poland w zapytaniu prasowym opisanym w nocie na końcu tekstu. Zespoły dostały jeden cel: więcej zaangażowania. I dostarczyły dokładnie to, o co poproszono. Z rozmowy z jednym z uczestników jasno wynika, że jakikolwiek element RODO, czy troski o minimalizację danych nie był przedmiotem ich rozważań, oni dostali cel: zwiększenie zaangażowania.
Wywiad z Kacprem z zespołu GitPushers na temat aplikacji „Moje Osiedle"
Skontaktowałem się z Kacprem Kleczajem z zespołu GitPushers. Dziękuję mu za odpowiedzi udzielone na piśmie na potrzeby publikacji i dziękuję za zaufanie. Chcę to napisać wyraźnie: ten tekst nie jest o nim, ani o jego zespole. To młodzi, ambitni ludzie, którzy w całkowicie naturalny sposób jako profesjonaliści chcą budować portfolio i angażować się w nowe projekty, i chwała Politechnice Łódzkiej, że takich ludzi kształci. Popieram także ideę hackatonów, powinno być ich jak najwięcej. Odczytuję udzielone odpowiedzi jako szczere i otwarte, także tam, gdzie łatwiej byłoby się wykręcić, i to właśnie te miejsca są w całej sprawie najciekawsze.
Zapytałem co było diagnozą problemu, który był u podstaw ich pomysłu.
„Problem tak naprawdę wyszedł z życia - my sami i nasi znajomi ciągle powtarzaliśmy, że »w Łodzi nie ma co robić«. A jak już są jakieś zniżki z karty, to są tak małe, że nikogo nie ruszają. Z tego zrobiła się dla nas cała reszta: ludzie nie czują, że gdzieś przynależą, słabo znają własne miasto, nie angażują się w jego sprawy, a kasa nie trafia do lokalnych, małych biznesów."
Za co konkretnie mieszkaniec dostawałby punkty?
„Punkty zbiera się za normalne, codzienne rzeczy - przejazd MPK, wypożyczenie roweru, zakupy u lokalnych partnerów, odwiedzanie ciekawych miejsc i wydarzeń, zrobienie zdjęcia w rekomendowanym miejscu. Do tego dochodzą codzienne wyzwania, które generuje AI."
Komentarz redakcji: warto tę listę przeczytać drugi raz, nie jako katalog nagród, tylko jako listę zdarzeń zapisywanych w bazie. Przejazd komunikacją. Wypożyczenie roweru. Transakcja u partnera. Obecność w konkretnym miejscu. Zdjęcie zrobione w konkretnym punkcie. Każde z tych zdarzeń ma znacznik czasu i przypisanego użytkownika. To jest, w sensie technicznym, dziennik przemieszczania się i konsumpcji mieszkańca, aktualizowany na bieżąco. Dla reklamodawcy taki zbiór jest wart znacznie więcej niż deklaracje z ankiety, bo pozwala szacować dochód, tryb dnia i sytuację rodzinną z samego zachowania: wybór między MPK a rowerem, pora przejazdu, klasa partnerów handlowych, a przy biletach wejściowych choćby korzystanie z Karty Dużej Rodziny.
Jak działałby ranking i odbiór nagród?
„Zrobiliśmy to hybrydowo. Punkty zbierasz sam dla siebie, ale wpadają też do puli twojej dzielnicy. Dzięki temu część nagród odblokowujesz indywidualnie, a część leci na całe osiedle. Odbiór jest banalny - przy kasie skanujesz kod albo podajesz numer telefonu."
Dlaczego rywalizacja między dzielnicami, a nie cel indywidualny?
„Rywalizacja między dzielnicami to była świadoma decyzja, nie przypadek. Chodziło nam o to, żeby ludzie poczuli więź z miejscem, w którym mieszkają - »moje osiedle« działa na wyobraźnię o wiele mocniej niż cel indywidualny albo jakiś ogólny cel dla całej Łodzi."
I teraz pytanie, dla którego prowadziłem tę rozmowę. Jakie dane byłyby potrzebne i czy rozważano zasadę minimalizacji?
„Tu powiemy szczerze - kwestii danych ani ich minimalizacji w ogóle nie ruszaliśmy. Hackathon to za krótki format, żeby siadać do takich rozmów. To jest coś, co trzeba by dopiero przemyśleć na etapie realnego wdrożenia."
Dopytałem o privacy by design i zgodność z RODO.
„Temat RODO u nas nie padł. Ale »Moje Osiedle« to moduł do istniejącej aplikacji Łódź.pl, a nie osobna apka - a Łódź.pl ma już swoje regulaminy i zasady przetwarzania danych. Więc to bardziej kwestia dostosowania modułu do tego, co w aplikacji już działa, niż budowania wszystkiego od zera."
Komentarz redakcji: To jest moim zdaniem najważniejsze zdanie w całym wywiadzie. Z perspektywy zespołu na hackathonie jest całkowicie rozsądne. Młodzi ludzie zakładają, że skoro miasto ma działającą aplikację z regulaminem i klauzulą informacyjną, to wszystko jest legalnie przetwarzane, warstwa zgodności jest po stronie miasta i po prostu istnieje. Ktoś to sprawdził i ktoś za to odpowiada.
Zapytałem o nadużycia i o to, jak uniknąć nierówności między dzielnicami.
Nabijanie punktów jest utrudnione, bo każdy punkt jest podpięty pod realne zdarzenie - skan biletu, wypożyczenie roweru, transakcję u partnera. A żeby mniejsze albo starsze dzielnice nie były z góry na przegranej pozycji, ranking można liczyć nie w sumie punktów, tylko np. na mieszkańca, albo podzielić osiedla na ligi o podobnym profilu.
Komentarz redakcji: to jest zdanie o zabezpieczeniu przed oszustwem, ale warto przeczytać je jako opis architektury. Żeby punkt nie dał się nabić, musi być podpięty pod zdarzenie, które ktoś zarejestrował: skan biletu, wypożyczenie roweru, transakcję. Antyfraud w takim systemie nie jest dodatkiem do bazy zdarzeń, on tę bazę wymusza.
Zwróćmy uwagę, że odporność takiego systemu na oszustwo jest wprost funkcją tego, jak głęboko sięga on w realne życie użytkownika. Im twardsze zdarzenie, tym trudniej je podrobić i tym więcej mówi ono o człowieku. To nie jest wada projektu, to cecha każdego systemu lojalnościowego opartego na weryfikowalnym zachowaniu.
Zapytałem też, jak zespół mierzyłby, czy takie rozwiązanie realnie służy mieszkańcom, a nie tylko podbija statystyki użycia aplikacji.
Sukces mierzylibyśmy nie liczbą skanów, tylko realnym efektem - ile nowych miejsc ludzie odwiedzili, ile kasy trafiło do lokalnych partnerów, ilu poszło na miejskie wydarzenia i czy zostają w apce na dłużej, czy tylko wpadli „upolować punkty".
Komentarz redakcji: to jest odpowiedź, która nie pasuje do prostej tezy o maszynce na zaangażowanie i dlatego ją tu przytaczam. Zespół sam odrzuca metrykę liczby skanów i szuka miernika efektu, nie aktywności. Problem w tym, że wszystkie wymienione mierniki, czyli odwiedzone miejsca, pieniądze u partnerów, obecność na wydarzeniach, czas w aplikacji - wymagają dokładnie tego samego dziennika zdarzeń co system punktowy. Nawet dobra intencja pomiaru prowadzi tu do tej samej bazy.
O AI zapytałem osobno, bo hackathon mocno akcentował ten wątek.
„Tak, AI jest u nas od początku - to ono układa codzienne wyzwania pod konkretnego użytkownika. Naturalnie dałoby się to rozwinąć: mocniejsza personalizacja, analiza danych z dzielnic, wyłapywanie nadużyć."
O ryzyka zapytałem wprost, podając w pytaniu trzy przykłady: wykluczenie, presję społeczną i poczucie nadmiernego monitorowania aktywności. Zespół potwierdził wszystkie trzy i dołożył czwarte, którego w pytaniu nie było:
„Można wykluczyć osoby bez smartfona albo starsze, które gorzej ogarniają technologię. Rywalizacja może zrobić się męcząca i zamienić w presję. Część ludzi poczuje się śledzona. No i jest ryzyko, że zamiast wyrównywać, pogłębimy różnice między dzielnicami."
Komentarz redakcji: doskonale zdiagnozowane ryzyko cyfrowego wykluczenia, czyli tego, że model zniżek i partycypacji w systemie nagród miejskich jest zawężony do osób posiadających aplikację. Zapewne na nowszych smartfonach, które są zgodną z politykami bezpieczeństwa sklepów i posiadają odpowiednie biblioteki i zabezpieczenia.
Ostatnie pytanie drugiego etapu dotyczyło retrospektywy. Co zmieniliby dzisiaj i jakie pytania o przetwarzanie danych mieszkańców zadaliby sobie teraz, po wszystkim.
Z perspektywy czasu dwie rzeczy zrobilibyśmy inaczej. Po pierwsze - dużo dokładniej rozpisalibyśmy grupy odbiorców i tak dobrali formę, żeby nie zostawić za burtą osób mniej obeznanych z technologią. Po drugie - poszlibyśmy w jeszcze mocniejszą personalizację zadań pod konkretną osobę w danym osiedlu.
Komentarz redakcji: pytanie było ostatnim z całej serii - po minimalizacji danych, po privacy by design, po RODO. Zawierało wprost frazę o przetwarzaniu danych mieszkańców. Odpowiedź nie dotyka tego wątku ani jednym zdaniem. Pierwsza refleksja idzie w dostępność dla osób mniej obeznanych z technologią, druga w mocniejszą personalizację zadań pod konkretną osobę. To nie jest zarzut wobec zespołu, tylko obserwacja o tym, co się dzieje z projektem, któremu nikt nie postawił ram.
Co po hackathonie? Czy ktoś z miasta się odezwał?
„Po wygranej nikt się do nas nie odezwał. A gdyby to miało realnie wejść do apki karty, potrzebna byłaby decyzja Miasta, dogadanie operatorów (MPK, rower, partnerzy) itd."
I ostatnie pytanie, które musiałem zadać. Czy pomysł wyszedł od zespołu, czy został zasugerowany z zewnątrz?
„To był nasz pomysł."
Nikt temu zespołowi niczego nie narzucił. Pięciu ludzi dostało zadanie „zwiększcie zaangażowanie w miejskiej aplikacji", zamknęło się na dobę i niezależnie odtworzyło kanoniczną mechanikę ai-driven marketingu.
I właśnie dlatego jest to ciekawsze niż jakikolwiek spisek. Nie trzeba nikomu niczego nakazywać, rozwiązania nasuwają się same. Wystarczy dać masę danych o użytkownikach, postawić cel bez ram, a model dopisze się sam. Zwycięski projekt jest wobec zadania konkursowego całkowicie poprawny. Niepełne było zadanie.
Czego w tym wszystkim brakowało
Miasto ma aplikację, w której mieszkaniec jest zalogowany i zweryfikowany, czasem dokumentami z ZUS, podatkowymi albo orzeczeniem o niepełnosprawności. Ma bazę adresów i numerów telefonów oraz portal o milionowym ruchu, który sprzedaje reklamę. Ma w umowie PPP z 2020 roku zapis, że partner prywatny wykorzystuje Bazę Użytkowników w celach marketingowych na prośbę Podmiotu Publicznego, czyli na prośbę miasta. Ma potwierdzone przez wiceprezydenta wysyłanie danych do Google bez zgody, zawiadomienie leżące w UODO od listopada 2025 roku i pytania RPO od sierpnia 2026.
W tym stanie bałaganu, który trwał latami miasto organizuje konkurs na to, jak zwiększyć zaangażowanie w tej aplikacji przetwarzając dane mieszkańców przy użyciu AI. Wygrywa moduł nagradzający przejazdy, transakcje i obecność w miejscach, w którym codzienne zadania układa model AI pod konkretnego użytkownika. Według mojej najlepszej wiedzy w zadaniu nie ma słowa o RODO. Po konkursie nikt nie kontaktuje się ze zwycięzcami, ale organizator publicznie liczy, że najlepsze rozwiązania rozszerzą portfolio Karty Łodzianina.
Zaznaczam wyraźnie granicę. „Moje Osiedle" nie zostało wdrożone i nie mam żadnego dowodu, że miasto podjęło decyzję o jego wdrożeniu. To jest niebezpieczny kierunek i koncepcja z hackathonu. Piszę o niej nie dlatego, że działa, tylko dlatego, że pokazuje, czego miasto szukało i z jaką ramą ochrony danych to zamówienie wypuściło w świat.
Ciekawe, co na to Prezes UODO?
Zostaje pytanie do organu. Postępowania w tym urzędzie ciągną się latami, wszyscy to wiedzą, a sam Prezes UODO regularnie tłumaczy to brakiem etatów i lawiną skarg.
Prezes UODO zna sprawę łódzkich serwisów od 6 listopada 2025 roku, na początku 2026 roku zapowiedział kontrolę BIPów w całej Polsce, a w przypadku mojego zawiadomienia przez ponad dziesięć miesięcy nie doprowadził do zatrzymania wadliwego przetwarzania. Zrobiła to dopiero interpelacja kilku radnych po której Miasto w odpowiedzi z czerwca 2026 roku informowało, że nie odnotowało żadnych zawiadomień, więc z perspektywy kontrolowanego przez ten czas nie wydarzyło się nic, co dałoby się odnotować. Dowody, o których zabezpieczenie wnosiłem, mogą w tym czasie być nadpisywane przez prace porządkowe. PUODO ma instrumenty działania, a niektóre z zarzutów jakie przedstawiłem z dowodami są do weryfikacji bez sięgania do umów PPP czy korespondencji ze stronami.
Ten sam urząd prowadzi jednocześnie rozbudowaną sekcję poświęconą sztucznej inteligencji: webinaria „Od AI Act do krajowych regulacji", otwarte wykłady eksperckie, podgrupę do spraw AI przy Społecznym Zespole Ekspertów, wystąpienia na kongresach i forach ekonomicznych, materiały o tym, jak instytucje mają korzystać z AI zgodnie z prawem. Robi to wrażenie. Skala onieśmiela, ambitnie! Merytorycznie nie mam do tych materiałów zastrzeżeń i nikt ich raczej nie podważy. Są potrzebne, dokładnie tak jak potrzebne są ostrzeżenia przed okularami z ukrytym aparatem. O jednym i o drugim przyjemniej się czyta niż o bannerze zgód w BIP-ie.
Zestawienie jest jednak bezlitosne. Organ bardzo aktywnie szkoli, jak wdrażać AI zgodnie z RODO. I bardzo mało skutecznie egzekwuje RODO tam, gdzie administrator sam przyznał sporny parametr, a sprawa dotyczy setek tysięcy ludzi. Edukacja bez egzekucji nie jest ochroną danych, tylko ofertą szkoleniową.
Ale mam propozycję do Prezesa Urzędu Ochrony danych osobowych - proszę bardzo, oto gotowy przypadek na najbliższe webinarium. Urząd Miasta Łodzi chce aktywizować mieszkańców, korzystając z danych, które o nich agreguje, i podpiąć pod to model AI generujący spersonalizowane zadania. Robi to, mając za sobą rok zaprzeczeń, potwierdzone wysyłanie danych do Google bez zgody, mechanizm zgody z porzuconego repozytorium sprzed dekady i pytania Rzecznika Praw Obywatelskich.
Nie stawiam wyroków i nie twierdzę, że ktokolwiek działa tu w złej wierze. Twierdzę coś gorszego! Nikt w tym łańcuchu nie musiał działać w złej wierze, żeby powstał system, którego mieszkaniec nie kontroluje i o którym nic nie wie. Wystarczył cel „większe zaangażowanie", brak ramy prawnej w zadaniu i regulator, który patrzy w inną stronę udając, że temat jest skomplikowany. Po prostu w tym systemie miejskim nikt chyba nie myśli realnie o ochronie danych, tylko właśnie o zwiększeniu zaangażowania i to jest dla mnie najbardziej bolesne.
Powinniśmy być tego świadomi, zanim ktoś ogłosi to jako sukces cyfrowej transformacji oraz wprowadzania AI do urzędów.
Ciąg dalszy nastąpi już 9 września oraz 25 września… ważne daty są przeznaczone tylko na ważne sprawy, a do tego się szykowałem pół roku.
NOTA REDAKCYJNA. Jednocześnie na początku tygodnia kieruję formalne zapytania prasowe do Urzędu Miasta Łodzi oraz Fundacji FinTech Central Poland. Pytam między innymi o to, czy w zadaniu konkursowym uwzględniono zasady Privacy by Design (art. 25 RODO) oraz czy miasto planuje wdrożenie modułu i przeprowadziło wcześniej Ocenę Skutków dla Ochrony Danych (art. 35 RODO). Czekam na odpowiedzi. Po upływie wyznaczonego terminu, opublikuję pełną treść pytań wraz ze stanowiskami instytucji lub informacją o ich braku.
Źródła
- Jędrzej Winiecki, Lajki za fajki, „Tygodnik Polityka"
- Ugoda Meta, 26.08.2026, komunikat prokuratora generalnego Kalifornii oraz relacje AP, NPR i CNBC z procesu w Oakland
- FinTech Central Poland, O nas, fintechcentral.pl/o-nas/
- FCP Hackathon: Łódź_Hack, Młodzi w Łodzi, mlodziwlodzi.pl/fcp-hackathon-lodz_hack/
- Zapowiedź hackathonu na kartalodzianina.pl oraz w kalendarzu wydarzeń uml.lodz.pl
- AI-driven marketing, rewolucja e-commerce Dadalo.pl, Maciej Lesiak
- Komisja Europejska i sieć CPC, zarzuty wobec TEMU, listopad 2024
- UODO, Sztuczna inteligencja, uodo.gov.pl/pl/p/sztuczna-inteligencja
- Wywiad własny z Kacprem Kleczajem (GitPushers), korespondencja z czerwca i sierpnia 2026

Wzmacniaj Sygnał
Najlepszym wsparciem jest udostępnianie artykułów i oznaczanie dadalo.pl w mediach społecznościowych. Możesz też wesprzeć finansowo - pokrywa to dostęp do mediów i archiwów prasowych potrzebnych do badań.
