O patologiach w organizacjach prozwierzęcych i spadku poparcia dla ruchów klimatycznych. Analiza mechanizmów żerowania na emocjach.
Spis treści
Polecam felieton Krzysztofa Stanowskiego, który zbiera dobre recenzje nawet wśród autentycznych społeczników. Wiem, dla wielu to trudne do przełknięcia, bo tekst ukazał się na Zero.pl, ale dziennikarz wykonał tam kawał rzetelnej roboty. Bez pudrowania syfu opisał patologię, która toczy polskie zbiórki na zwierzęta i tzw. “petbiznes”.
Patologia pod płaszczykiem pomocy
Mowa przede wszystkim o Pogotowiu dla Zwierząt Grzegorza Bielawskiego - organizacji, która w blasku fleszy “ratuje” podopiecznych, korzystając z trybu interwencyjnego (art. 7 ust. 3 Ustawy o ochronie zwierząt), a potem sama trzyma je w warunkach, które dokumentują protokoły inspekcji weterynaryjnej - 258 stron i ponad 40 nieprawidłowości. Na Bielawskiego ciążą prawomocne wyroki skazujące za przywłaszczenie zwierząt, a w 2018 roku sąd w Poznaniu nakazał rozwiązanie jego stowarzyszenia, wprost stwierdzając, że członkowie “mieli pomagać zwierzętom, a odbierali je właścicielom i uśmiercali bez ich zgody” w sposób “nagminny i celowy”. Otworzył nowe pod tą samą nazwą i działa dalej.
Problemem nie jest sam odbiór, który bywa konieczny. Problemem jest to, co dzieje się potem: czyli pompowane akcje pod BLIKa, brak nadzoru, brak rozliczalności, i system, w którym samopowoływane “fundacje” mają uprawnienia, których nie posiada Powiatowy Lekarz Weterynarii. Stanowski trafnie to punktuje, iż ogon kręci psem.
Warto to przeczytać, zanim po raz kolejny poczujesz impuls, by kliknąć “wyślij BLIK” pod zdjęciem smutnego pieska na FB. To, co widzimy w social mediach, to często potężne, pompowane PRowo maszyny finansowe obracające milionami. Powtórzę to jeszcze raz MILIONAMI. Jak celnie ujmuje Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych - profil prowadzony od 9 lat przez anonimowego społecznika monitorującego patologie w branży:
“Jak ktoś broni meliny błędnie nazywanej ‘azylem’ tylko dlatego, że prowadzi ją jego idol, to nie jest miłośnikiem zwierząt, tylko miłośnikiem tego gościa, który meliną zarządza. (…) Można bezkarnie znęcać się nad zwierzętami, jeśli tylko ma się dobry pijar i jest się otoczonym grupą wyznawców o sekciarskim zacięciu”.
Argument, że “ważne, że cokolwiek robią”, do mnie nie trafia. Brak regulacji stworzył systemową patologię, w której emocjonalna zbiórka zastępuje realną pomoc - a pieniądze i zwierzęta znikają w czarnej dziurze bez kontroli.
Ostatnie Pokolenie - kolejna manipulacja emocją
Ten sam mechanizm, czyli manipulacja emocją i żadnego mierzalnego efektu, zasięg w social mediach i cytowań zamiast realnej zmiany, to widać w innym segmencie aktywizmu. Ostatnie Pokolenie, które zaczynało od blokad dróg w imię tanich biletów i ochrony klimatu, dziś na swoich oficjalnych stronach prowadzi listę firm do bojkotu Izraela i petycję o sankcje (więcej o Ostatnim pokoleniu i ich radykalizacji możesz przeczytać w moim tekście Pułapki aktywizmu: drabinka eskalacynja Ostatniego Pokolenia). Główna strona organizacji klimatycznej wygląda jak portal BDS z domieszką kolei. Łączenie walki o zeroemisyjność z konfliktem bliskowschodnim to może być spójne ideologicznie w akademiku, ale w komunikacji publicznej robi dokładnie jedno: ośmiesza obie sprawy naraz. Smutne jest także to, że prof. Malinowski, którego cenię popierał i nadal popiera młodych ludzi nie rozumiejąc, że ich akcje powodują więcej zła dla postulatów ekologicznych. Szczególnie w czasach MAGA i zmian jakie zachodzą.
I tu nie chodzi o moją opinię. Są na to twarde dane. Według CBOS (badanie “Opinie o zmianach klimatu i transformacji energetycznej”, grudzień 2025) poparcie dla odchodzenia od węgla spadło do 55%, czyli najniżej od 2015 roku i o 19 punktów procentowych mniej niż w 2021. Unijny cel zeroemisyjności do 2050 roku popiera już tylko 26% Polaków, w porównaniu z 48% trzy lata wcześniej. Z kolei badanie IBRiS dla Flora Food Group pokazuje, że odsetek deklarujących wysoką świadomość ekologiczną spadł z 44% (2021) do 29%, a przesyt tematyką klimatyczną wzrósł z 9% do 16%. Czy intelektualiści zajmujący się ekologią, tacy jak profesor Malinowski oraz osoby jakie znam z segmentu ekologii rozumieją jaki jest realny efekt działań Ostatniego Pokolenia?
Oczywiście, przyczyn tego odwrotu jest wiele - inflacja, ceny energii, geopolityka. Ale trudno nie zauważyć korelacji: dokładnie w okresie, gdy ruch klimatyczny postawił na wandalizm (110 tys. euro szkód na Bramie Brandenburskiej), blokady karetek i ideologiczny groch z kapustą, społeczeństwo odwróciło się od postaw proekologicznych. Jak celnie punktuje ciekawy.blog: “To co robi Ostatnie Pokolenie podkopuje ostatki sympatii oraz pokazuje brak zdolności do autorefleksji.”
Pompowanie emocji pod BLIKA
Mechanizm jest ten sam. Granie na najprostszych instynktach: litości dla piesków albo lęku o przyszłość planety i stało się to już modelem biznesowym. W jednym przypadku walutą są przelewy, w drugim polityczny kapitał budowany na radykalizmie. Jaki jest efekt? Widoczny i mierzalny. Zwierzęta dalej cierpią w brudzie, a poparcie dla zielonej transformacji szoruje po dnie. Dopóki będziemy karmić cyników naszymi emocjami, nic się nie zmieni. No, może poza stanem ich kont i naszym poczuciem, że znowu daliśmy się zrobić w wała. Może czas zrobić audyt pseudoaktywizmu, zacząć przyglądać się ludziom, których tłumaczy się później, że “zabrakło im umiejętności, ale mają dobre chęci”.
Źródła:
- Felieton: Stanowski: Horror psów, zbiórki, głupota państwa i Dżoana Krupa
- Komentarz wideo: YouTube - Analiza felietonu
- CBOS: Opinie o zmianach klimatu i transformacji energetycznej (XII 2025)
- IBRiS/Flora Food Group: Spadająca świadomość ekologiczna Polaków (I 2025)
- Czarna Lista Organizacji Prozwierzęcych - wywiad (InfoWet, I 2025)
- Ciekawy.blog: Ostatnie Pokolenie dobrymi chęciami brukuje piekło (XII 2024)





