SYGNAŁY

Czy ŁOT to wehikuł do obchodzenia prawa zamówień publicznych?

Autor: Maciej Lesiak Opublikowano: słów: 985 minut czytania: 5 minut czytania

Dlaczego miliony z miejskich spółek płyną przez ŁOT? To nie kwestia kwot, to kwestia architektury obejścia prawa.

Czy mamy przełom w dekonstrukcji układu medialnego i tworzeniu bram wejścia do internetu w Łodzi? Wehikułu gazetek władzy, którymi zajmują się organizacje typu Watchdog Polska? Moim zdaniem coś ruszyło…

W artykule Podwójna rola prezesa. Odsłaniamy kulisy milionowej wpłaty z miejskiej spółki dla ŁOT redakcja łódzkiej Wyborczej odsłania kulisy układu, który opisywałem od ponad roku. Aby zrozumieć, dlaczego miliony płyną przez ŁOT, należy spojrzeć na architekturę obejścia prawa, a nie tylko na same kwoty. Ja opisałem to od strony technicznej, ale kwestie przepływu pieniędzy już wtedy sygnalizowałem, bo najlepsi specjaliści SEO, ADS to gigantyczne pieniądze i budżety.

Wehikuł bez hamulców

Prawdopodobnie Łódzka Organizacja Turystyczna funkcjonuje jako bufor bezpieczeństwa dla decydentów. Podczas gdy miejskie spółki podlegają rygorom Prawa Zamówień Publicznych (transparentność, konkurencja, ryzyko przegranej, audyty, protesty), stowarzyszenie pozwala na wydatkowanie publicznych pieniędzy całkowicie poza tym porządkiem.

Mechanizm jest prosty, niemal elegancki: środki wychodzą ze spółki komunalnej jako „składka członkowska", wchodzą do ŁOT jako przychód własny stowarzyszenia i od tej chwili ŁOT dysponuje nimi według własnych procedur wewnętrznych. Żadnego przetargu, żadnej konkurencji ofertowej, żadnej dyscypliny finansów publicznych. Składka zmienia charakter prawny transferu. To nie nieścisłość, to funkcja systemu. Doskonała optymalizacja.

Składki to opłata za dostęp do tego mechanizmu. ŁOT pobiera je od 144 podmiotów, z czego znacząca część to pieniądze publiczne, ale formalnie nie jest to „finansowanie ze środków publicznych" w rozumieniu PZP. I tu właśnie dzieje się magia prawna. Ale to jest jeden z elementów, bo wypadałoby jeszcze sprawdzić gdzie podziewają się pieniądze z reklam i jak są barterowane umowy z influencerami, którzy korzystają z reputacji portalu lodz.pl oraz całej kampanii medialnej. To ciekawy element możliwy do dekonstrukcji.

Próg kompetencyjny trafiony precyzyjnie

Pisałem ponad rok temu follow the money… Kwota 999 tys. zł to podręcznikowy przykład zarządzania progiem kompetencyjnym. Rada nadzorcza odrzuciła wniosek o 1,5 mln zł, prezes Goss wydał dokładnie tyle, ile mógł samodzielnie, bez żadnej zgody. To nie był przypadek. Kwota była precyzyjnie dobrana pod próg uprawnień. Ale tu nie chodzi nawet o eleganckie wydatkowanie, bardziej interesująca jest magia zamiany pieniędzy publicznych w coś zarządzanego przez wehikuł ŁOT.

Protokół, który zmienia kwalifikację prawną

Wydaje się, że kluczowym dowodem w tej sprawie będzie protokół z posiedzenia rady nadzorczej. Radny Berger zadał prezesowi ŁOT Koralewskiemu dwa precyzyjne pytania: czy to, co przesłał, jest ofertą na usługę marketingową… tak. Czy spółka ma za tę usługę zapłacić w formie składki… tak. I tutaj zaczyna się robić ciekawie.

Te odpowiedzi zmieniają chyba wszystko. Jeśli składka ma z góry określony cel usługowy, przestaje być składką i staje się zakupem usługi z celowym pominięciem PZP. Protokół z rady nadzorczej to prawdopodobnie najcenniejszy dokument w całej sprawie.

Finansowy wehikuł i reklamowy kombinat

Ten finansowy wehikuł nie działa w próżni. Współgra z mechanizmem reklamowym, który opisałem szczegółowo w maju 2025, gdzie analiza portalu lodz.pl ujawniła rozbudowaną architekturę śledzenia i monetyzacji, zdecydowanie wykraczającą poza funkcję informacyjną serwisu miejskiego. Zwracałem też uwagę na mechanizmy hate algorithm i kontaktowałem się z aktywistami privacy advocates w celu monitorowania synchronicznych ataków, triggerowania botów pod pompowanie określonych narracji. Zwracałem też uwagę aktywistom działającym na Facebooku, że jest spora dysproporcja w możliwościach manipulacji algorytmem, przez co stają się oni dekoracją, a można byłoby nawet powiedzieć chłopcem do bicia.

Kluczowa jest rola Łódź Media Group, ramienia reklamowego ŁOT, które operuje danymi z serwisu Lodz.pl (1 mln wejść / m-c), profilami FB, Kartą Łodzianina (350 tys. uczestników: wiek, płeć, lokalizacja, struktura rodziny) oraz z aplikacji Łódź.pl (84 tys. aktywnych użytkowników z pełnym targetowaniem). Dane mieszkańców są traktowane jako produkt komercyjny. ŁOT zarabia na danych zebranych przez instytucje publiczne. Ponieważ ŁOT nie musi ogłaszać przetargów, może dowolnie dobierać influencerów, agencje ADS i podwykonawców contentowych. To idealne warunki do budowania sieci wdzięczności: bartery, transakcje wiązane, umowy „za usługi" wypłacane bez jakiejkolwiek konkurencji ofertowej. Kto dostaje zlecenie, ten nie gryzie ręki, która karmi. Ile z tych przepływów jest widocznych publicznie? Tyle, ile ŁOT zdecyduje ujawnić, bo dyscyplina finansów publicznych go nie obowiązuje.

Należy wyjaśnić dokładnie, co się dzieje z pieniędzmi z reklam w serwisach Łódź Media Group, jakie są umowy za obsługę ADS, jak wyglądają transakcje wiązane z influencerami i gdzie jest barter. To nie są pytania retoryczne, to luki w transparentności, które czekają na audyt. Warte analizy są też segmenty i firmy z którymi nawiązuje się współpracę, bo jeśli promowane są inwestycje deweloperskie, to prawdopodobnie można sprawnie przerzucać pieniądze sprzedając powierzchnie ADS, rozliczając efektywność… i tu pytanie kluczowe, jak są skonstruowane umowy, czy całość budżetu obsługuje agencja, bo jeśli tak, to można bardzo sprawnie przemielić kwoty na różne inne rzeczy (np. black hat seo).

Boty, narracja i ryzyko systemowe

Brak kontroli nad wydatkami ŁOT uniemożliwia weryfikację, czy środki nie zasilają tzw. farm trolli lub systemów astroturfingu. Mechanizmy triggerujące hate algorithm, czyli skoordynowane boty pompujące narrację w mediach społecznościowych, są kosztowne i wymagają finansowania. Przy obecnym poziomie nieprzejrzystości łódzkiego ekosystemu medialnego nie ma żadnego mechanizmu, który pozwoliłby to wykluczyć. To nie jest oskarżenie, to opis ryzyka systemowego wynikającego z braku kontroli społecznej.

UODO i zbieżność, której nie można zignorować

Moje zawiadomienie do UODO z listopada 2025 r., oparte na analizie dekompilacji kontenerów GTM i obejmujące 9 zarzutów dotyczących celowego wstrzykiwania komercyjnych tagów remarketingowych do serwisów administracji publicznej (w tym mpu.lodz.pl), jest procedowane.

Zbieżność czasowa deklaracji PUODO z moim zawiadomieniem jest uderzająca i pozwala przypuszczać, że analiza techniczna kontenerów GTM dostarczyła organowi niezbędnego materiału dowodowego do podjęcia działań. Kontrola BIP zapowiedziana przez PUODO kilkanaście dni temu może być pierwszym krokiem do realnego rozbrojenia tej patologii.

Szczegółom zawiadomienia poświęcę osobny artykuł w najbliższych dniach.

Prokuratura słusznie patrzy na przetargi, tyle że organizowane przez inne podmioty, takie jak Biblioteka Miejska czy Łódzkie Centrum Wydarzeń, które były unieważniane lub manipulowane tak, żeby kontrakt trafił właśnie do ŁOT. Ale istota problemu leży wyżej, w architekturze konfliktu interesów, nie w jednostkowych transakcjach. Możliwości ukrywania budżetów poprzez taką konstrukcję umów, że obsługa dochodów i kosztów z ADS jest obsługiwana w ramach zewnętrznej agencji… co czyni zewnętrzny audyt de facto niemożliwym bez dostępu do umów. Moim zdaniem da się to zdekompilować.

Follow the money.